Media społecznościowe, algorytmy i narzędzia sztucznej inteligencji coraz silniej wpływają na to, jakie informacje docierają do wyborców i w jaki sposób oceniają oni kandydujących polityków. Wśród zagrożeń związanych z tym procesem eksperci wymieniają ryzyko manipulacji, dezinformacji i tworzenia fałszywych treści, które mogą wpłynąć na decyzje wyborcze. Podczas debaty na Krynica Forum 2026 politycy zwracali uwagę, że przyszłoroczna kampania będzie wymagała szczególnej czujności zarówno ze strony polityków, jak i wyborców oraz instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo informacyjne.
– Nowe technologie w przyszłorocznych wyborach na pewno odegrają bardzo dużą rolę. Myślę, że będzie to zaskoczenie dla wielu osób – zarówno tych, które uczestniczą w kampanii, jak i tych, które w niej pomagają. Sądzę, że to będzie zupełnie inny model prowadzenia kampanii, w którym chyba odejdziemy od tradycyjnych metod, czyli banerów, billboardów, a duża jej część przeniesie się do sieci, również z udziałem sztucznej inteligencji – mówi agencji Newseria Urszula Nowogórska, posłanka na Sejm RP z Polskiego Stronnictwa Ludowego.
– Nowe technologie w wyborach w 2027 roku mogą odegrać pożyteczną rolę pod jednym warunkiem, że będą jawne, że wybory rozstrzygną głosy ludzi, a nie algorytmy z Kalifornii i trolle z Petersburga – wskazuje Witold Zembaczyński, poseł na Sejm RP z Koalicji Obywatelskiej.
Jak wynika z raportu Instytutu Spraw Publicznych „Algorytmy i agendy polityczne: cyfrowa walka o prezydenturę Polski w 2025 roku”, media społecznościowe odegrały istotną rolę w ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej jako narzędzie komunikacji, mobilizacji oraz budowania narracji tożsamościowych. Kandydaci wykorzystywali różne platformy (Facebook, X, TikTok, Instagram), dostosowując przekaz do swoich grup docelowych i stosując odmienne strategie narracyjne.
– Nowe technologie były wykorzystywane w poprzednich kampaniach i pewnie będą w przyszłych. Nie przesądzałabym, że one wpłyną na wynik wyborów. O to byłabym spokojna – mówi Paulina Matysiak, niezrzeszona posłanka na Sejm RP.
Stowarzyszenie Demagog w 2025 roku przed wyborami prezydenckimi prowadziło monitoring mediów społecznościowych pod kątem dezinformacji i propagandy oraz obserwowało podmioty, które realizowały operacje wpływu i promowały zmanipulowane teorie w polskiej infosferze. Profile te uzyskały ponad 20 mln wyświetleń pod wpisami noszącymi znamiona operacji wpływu. Aktywność tych kont skokowo wzrosła w ostatnich tygodniach kampanii (o 756 proc. między marcem a kwietniem i o 118 proc. między kwietniem a majem) – pojawiało się nawet kilkaset postów tygodniowo. Stowarzyszenie wykryło m.in. prorosyjskie przekazy propagandowe na temat wojny w Ukrainie, przypadki podważania uczciwości wyborów czy też skoordynowane akcje uderzające w reputację polityków.
– Deepfake i dezinformacja to oczywiście bardzo groźne zjawiska, nie tylko w czasie kampanii wyborczej. Mierzymy się z nimi każdego dnia. To jest duża odpowiedzialność, żeby eliminować dezinformujące posty, które bardzo często są próbami wyłudzeń, oszustwami, ale także w kontekście wyborów mogą wpływać na możliwość odpowiedzi i sprostowania. Największe zagrożenie jest takie, że w czasie kampanii tego czasu jest mało, a wypuszczenie fake newsa na przykład kilka czy kilkanaście minut przed ciszą wyborczą znacznie ogranicza możliwość sprostowania i wytłumaczenia, o co tak naprawdę chodzi – podkreśla Paulina Matysiak.
– Po ostatniej karze 25 mld dol. dla Facebooka za przekazanie danych do kampanii Trumpa, po tym kiedy polski NASK zgłasza niewłaściwe treści do platform, mediów algorytmicznych, a one tego nie usuwają, nie mam wątpliwości, że traci na tym człowiek, który jest manipulowany, nie mając świadomości, że jest poddawany oddziaływaniu algorytmu. Chodzi o to, żeby algorytm był jasny, a boisko było równe – uważa Witold Zembaczyński.
W pierwszym półroczu 2026 roku analitycy Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK przekazali platformom społecznościowym ponad 65 tys. zgłoszeń kont i treści zawierających dezinformację. Tylko 7 proc. zakończyło się usunięciem materiałów, a ponad 17 proc. poddano moderacji. Blisko 50 tys. zgłoszonych materiałów nie doczekało się reakcji serwisów. Tak wynika z ostatniego raportu NASK.
Pod koniec 2024 roku Komisja Europejska wszczęła formalne postępowanie przeciwko TikTokowi w związku z podejrzeniem naruszenia ustawy o usługach cyfrowych (DSA) w odniesieniu do obowiązku platformy w zakresie prawidłowej oceny i ograniczania ryzyka systemowego związanego z uczciwością wyborów, zwłaszcza w kontekście wyborów prezydenckich w Rumunii.
Zdaniem autorów raportu fundacji Helm – Cyfrowy Ster „Na horyzoncie: Wybory parlamentarne 2027” jednym z zagrożeń podczas zbliżających się wyborów będzie manipulacja z wykorzystaniem chatbotów AI. Duże modele językowe mogą być podatne na wpływy z zewnątrz lub stać się celem strategii obliczonych na manipulacje wynikami. Odpowiedź sztucznej inteligencji może być np. stronnicza lub oparta na zmanipulowanych źródłach. Podmioty mogą podejmować próby skłonienia chatbota do faworyzowania konkretnego polityka. Raport wskazuje także na ryzyko masowego publikowania spreparowanych treści, które mogą później trafiać do źródeł wykorzystywanych przez modele AI. Do tego dochodzą działania, które mają sprawić, żeby AI przedstawiała określone osoby i poglądy w korzystnym świetle.
– Jeżeli stosuje się AI, czy to do kampanii, czy do jakichkolwiek innych form działalności, to oczywiście powinno to być pod pewną kontrolą. Jeżeli wykorzystujemy ją w dobrych celach, to ona może być bardzo pomocna, ale czasem może zrobić więcej szkody niż pożytku, np. stosując czarny PR, więc te działania powinny być pod kontrolą – podkreśla Urszula Nowogórska.
– Z AI sprawa jest prosta – ona powinna być za każdym razem oznaczona. Nie ma nic złego w użytkowaniu sztucznej inteligencji czy chatbotów. Złe jest tylko ukrywanie tego. Dzisiaj algorytmy są niewidocznym graczem na przechylonym boisku. Chodzi mi tylko o jedno: żeby gra była sprawiedliwa, czyli taka, w której widać, kto jest graczem. Algorytm powinien być widoczny dla użytkownika – zaznacza poseł KO.
Autorzy raportu fundacji Cyfrowy Ster zwracają uwagę również na tzw. slopagandę. Są to masowo produkowane, często niskiej jakości treści polityczne tworzone za pomocą AI. Eksperci podkreślają, że choć większość z nich jest łatwa do rozpoznania jako fałszywa, to nadmiar treści zwiększa obciążenie poznawcze.
– Kiedyś powiedziałam, że na pół roku przed wyborami nie powinno się robić żadnych sondaży. Myślę, że to jest dobry moment do tego, żeby do tej formuły powrócić i również ograniczyć wpływ AI w całym procesie kształtowania opinii wyborców. Bardzo prosto jest sformułować kłamliwe teorie, które czasem mogą oddziaływać na elektorat, a mogą się okazać zupełnym kłamstwem. Tym bardziej wyczulenie ucha wyborcy powinno być bardzo duże. Powinien mieć on pełną świadomość tego, że AI niesie zarówno dobre, jak i złe rzeczy – zaznacza posłanka PSL.
W Polsce w ramach Ministerstwa Cyfryzacji powstaje Centrum Walki z Dezinformacją (CWD), które ma m.in. identyfikować i ujawniać narracje dezinformacyjne. Wśród najważniejszych wyzwań związanych z walką z tym zjawiskiem wymienia się m.in. działalność państw prowadzących operacje wpływu, ochronę procesów demokratycznych przed manipulacją informacyjną oraz rozwój narzędzi sztucznej inteligencji, w tym technologii umożliwiających tworzenie deepfake’ów i prowadzenie zautomatyzowanych kampanii wpływu.
– Media społecznościowe na pewno mają duży wpływ na osiągane wyniki przez partie, komitety i samych kandydatów, ale to nie jest jedyna forma dotarcia do wyborców. Lepszą jest bezpośrednie dotarcie do nich, rozmowy i spotkania. To jest jednak chyba silniejsze medium oddziaływania niż media społecznościowe – uważa Urszula Nowogórska.
– Bańki informacyjne to nasza codzienność i każdy, kto tkwi w jednej z nich, wie, jak trudne jest ich przebijanie. Wymaga to od polityków wzniesienia się na wyżyny, zmierzenia się z kimś, dyskutowania, spierania. Od wyborców zależy, czy sięgną do innej gazety czy tygodnika niż do tych, które zazwyczaj czytamy. To jest bardzo trudna praca, natomiast są tego pozytywne efekty. Wyrabiamy sobie własne zdanie. Nie żyjemy karmieni papką prosto z internetu, z AI slopu. Wiemy, co chcemy, co nam się podoba i na kogo chcemy zagłosować – uważa Paulina Matysiak.
– Bańka informacyjna to jest wytwór big techów. To jest algorytm, na którym zarabiają właściciele mediów społecznościowych. Algorytm nie może podejmować decyzji za ludzi. W wyborach to oni mają zdecydować, a nie algorytm, którego nawet nie widać. Konsumenci internetu powinni mieć prawo do tego, żeby swoje treści móc widzieć chronologicznie, a nie według algorytmu – podkreśla Witold Zembaczyński.
O tym, w jaki sposób algorytmy mogą wpłynąć na wyborców i wynik przyszłorocznych wyborów, politycy dyskutowali podczas Krynica Forum 2026.
Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/kampania-wyborcza-2027-pod,p29657783









