Przemysł chemiczny w Polsce i Europie mierzy się z wieloma wyzwaniami, przede wszystkim wysokimi cenami energii, przeregulowaniem czy niedostateczną ochroną wspólnotowego rynku. To powoduje, że coraz mocniej traci swoją pozycję na rzecz innych globalnych graczy, np. Chin. Przedstawiciele branży podkreślają, że w tych warunkach firmom trudno się koncentrować na długoterminowych strategiach, tylko myślą o przetrwaniu w perspektywie roku czy dwóch lat.
– Przemysł chemiczny jest w pewnym sensie w recesji. Dzisiaj zastanawiamy się nad bytem tu i teraz, jak przetrwać najbliższy kwartał, rok, dwa lata, może trzy. Rzadko kiedy firmy mówią o perspektywie rozwoju i strategii nawet na 30 lat. Jest to jeden z fundamentów funkcjonowania tak strategicznej branży – mówi agencji Newseria dr inż. Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.
Jak wskazywali przedstawiciele branży podczas XIII Kongresu Polskiej Chemii, zorganizowanego przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego, ostatnie lata, szczególnie od momentu wybuchu wojny w Ukrainie, uwypukliły ogromny problem utraty konkurencyjności europejskiej chemii. Chiny zbudowały pozycję światowego lidera branży, osiągając już niemal 45 proc. udziału w globalnym rynku. Europejski przemysł coraz mocniej odczuwa presję importu tańszych produktów spoza Europy, głównie z regionów, gdzie energia jest znacznie tańsza, a producenci nie są obciążeni tak wysokimi kosztami regulacyjnymi i klimatycznymi. W efekcie w ostatnich latach w Europie zamknięto około 37 mln t mocy produkcyjnych w chemii (ok. 9 proc.).
– Najważniejsze wyzwania obecnie to dostępność przystępnej cenowo energii, która stanowi najważniejsze ogniwo świadczące o konkurencyjności i pozycji tej branży. Natomiast ze względu na charakter całego przemysłu chemicznego, jego wielowątkowość, wyzwań jest znacznie więcej. Musimy dołożyć do tego kwestie przeregulowania czy konieczności ochrony rynku – wymienia dr inż. Tomasz Zieliński.
Jak wynika z kwartalnego raportu PIPC, w I kwartale 2026 roku ceny energii elektrycznej w Polsce pozostawały zmienne i nadal relatywnie wysokie. Po silnym wzroście w styczniu, kiedy średnia cena osiągnęła 663,47 zł/MWh, w kolejnych miesiącach odnotowano spadek do 502,72 zł/MWh w lutym i 464,70 zł/MWh w marcu. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku odnotowano za to wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego, co ma związek z atakiem Izraela i USA na Iran oraz blokadą dostaw surowców przez cieśninę Ormuz.
– Zależy nam na tym, żeby energia elektryczna, cieplna czy surowce energetyczne funkcjonowały w przewidywalnych warunkach cenowych, na dosyć niskim poziomie cenowym. Taniość i opłacalność przekłada się na możliwość konkurowania z krajami czy regionami pozaeuropejskimi – podkreśla prezes PIPC.
– Dla branży chemicznej wsparcie konkurencyjności oznacza przede wszystkim zapewnienie takich warunków, aby przemysł mógł funkcjonować w Europie i nie musiał się przenosić poza jej granice, mógł inwestować w modernizację i spełnić cele transformacji. Branża chemiczna jest ważną gałęzią gospodarki. Od niej zaczyna się wiele innych, takich jak branża spożywcza, rolnicza, farmacja czy też sektor obronny – wyjaśnia Aleksandra Sutryk, główna specjalistka ds. regulacji z PIPC.
Przemysł chemiczny jest czwartym co do wielkości sektorem wytwórczym w UE, w ramach którego 29 tys. przedsiębiorstw zapewnia bezpośrednio 1,2 mln miejsc pracy i pośrednio 19 mln miejsc pracy w łańcuchach dostaw. Z kwartalnego raportu PIPC wynika, że wykorzystanie mocy produkcyjnych sektora w Unii pozostaje wyraźnie obniżone. W IV kwartale 2025 roku wskaźnik wyniósł 74 proc., a więc był o 7,3 pkt proc. niższy od średniej długoterminowej wynoszącej 81,3 proc. Dane wskazują na utrzymującą się słabszą koniunkturę i brak wyraźnych sygnałów trwałego odbicia w europejskim przemyśle chemicznym.
– W świecie przepompowanym wyzwaniami geopolitycznymi ochrona rynku, zwłaszcza wspólnotowego, zaczyna odgrywać jedną z najważniejszych ról, aby konkurencyjność tej branży mogła być trwale odbudowana. Jednym z kluczowych elementów dla rozwoju branży, żeby zostać w Europie, jest zapewnienie jej przewidywalnych warunków funkcjonowania i możliwości inwestowania na przyszłość – wyjaśnia dr inż. Tomasz Zieliński. – Również budowanie istoty łańcucha bezpieczeństwa i odporności pod kątem dostępu do surowców, zapewnienia krytycznych i strategicznych produktów, które będą chronione także regulacyjnie, powinno zabezpieczyć tę branżę, zachęcić ją, żeby tu zostać i tu inwestować.
Osłabienie pozycji europejskiej branży może skutkować wyłączaniem kolejnych instalacji produkcji chemikaliów, co z kolei będzie prowadzić do wzrostu zależności od importowanych produktów i utraty autonomii UE. Przedstawiciele branży podkreślają, że dla ochrony rynku duże znaczenie mają kwestie regulacyjne, obciążające takie aspekty jak koszty produkcji, opłacalność inwestycji, stosowanie innowacji czy właśnie konkurencyjność wobec globalnych graczy. Przykładem jest system zakupu uprawnień do emisji CO2 – EU ETS, którego wpływ na przemysł chemiczny wyraźnie się nasilił po wybuchu wojny w Ukrainie. PIPC wspólnie z organizacjami z Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii apeluje do Komisji Europejskiej w sprawie rewizji ETS. Chcą wprowadzenia mechanizmów zapewniających długoterminową przewidywalność i stabilizację cen uprawnień do emisji, w tym pośrednie określenie docelowych przedziałów cenowych.
– Aby ten system był opłacalny i możliwy do wdrożenia przez branżę, aby transformacja energetyczna całego przemysłu mogła się toczyć, to siłą rzeczy konkurencyjność chemii musi być zapewniona – uważa prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.
Organizacje apelowały również m.in. o zmianę harmonogramu wycofywania bezpłatnych uprawnień do emisji, w tym korektę tempa działania współczynnika CBAM. Wskazano na konieczność utrzymania pełnego dostępu do bezpłatnych uprawnień, poszanowania obecnych standardów oraz powiązania procesu ich ograniczania z rzeczywistym tempem dekarbonizacji sektorów objętych zmianami w Unii Europejskiej.
– Regulacje same w sobie nie są problemem. Jest nim sytuacja, kiedy reguły gry przestają być jednakowe dla wszystkich. Mamy tu do czynienia z kilkoma aspektami. Po pierwsze, to kwestia tzw. goldplatingu, czyli sytuacji, w której regulacje krajowe stają się ambitniejsze niż to, czego wymagają dyrektywy unijne – wyjaśnia Szymon Domagalski, radca ds. regulacji w PIPC. – Druga kwestia to nierówności w dostępie do pomocy publicznej. Mamy teraz do czynienia z otwieraniem przez Komisję Europejską nowych możliwości pomocy dla przemysłu, związanych między innymi z mechanizmem CISAF czy dopłatami do kosztów energii. Nie wszystkie kraje mają równe możliwości pomocy swoim przedsiębiorcom, co doprowadza do tego, że mamy nierównowagi na wewnętrznym rynku. Trzecią, najbardziej widoczną i największą bolączką są kwestie związane z nadregulacją i nieproporcjonalnością regulacji.
Jako przykład podaje wprowadzenie ograniczenia dla stosowania związków per- i polifluoroalkilowych (PFAS), które dotyczy ponad 10 tys. różnych substancji. Ograniczenie to nie uwzględnia różnego poziomu ryzyka tych substancji, więc dotyka również tych, które są obarczone niskim ryzykiem środowiskowym czy zdrowotnym. To spory problem dla producentów.
– W raporcie przygotowanym dla ITRE koszty tego zakazu oszacowano na 530 mld euro w pierwszym roku i ponad 70 mld euro w każdym kolejnym. To jest prawie 3/4 budżetu Polski w jednej pojedynczej regulacji, która w największym stopniu dotknie kwestie związane z transformacją energetyczną, bezpieczeństwem i obronnością – mówi Szymon Domagalski.
Na początku 2026 roku na poziomie Unii Europejskiej uruchomiono tzw. Sojusz na rzecz Krytycznych Chemikaliów, który ma pomóc w przygotowaniu regulacji korzystnych dla unijnego sektora.
– Przy wysokich kosztach energii, surowców i dużych obciążeniach regulacyjnych przedsiębiorstwa mają ograniczone możliwości inwestowania. Dlatego ważne jest, aby jednocześnie łagodzić te koszty, ale też zapewniać mechanizmy, które pozwolą inwestować w nowe technologie dekarbonizacyjne czy recyklingu – uważa Aleksandra Sutryk.
Branża liczy, że pomoże w tym Europejski Fundusz Konkurencyjności, przewidziany w projekcie długoterminowego budżetu UE na lata 2028–2034. Będzie on dysponować budżetem ponad 234 mld euro i ma pobudzić inwestycje prywatne i publiczne. Wsparcie zostanie przeznaczone m.in. na obszar czystej transformacji i dekarbonizacji.
– Europejski Fundusz Konkurencyjności może nam zapewnić wsparcie rozwoju technologii – nie tylko na etapie badawczo-rozwojowym, ale też przy skalowaniu inwestycji. W przemyśle chemicznym często ten obszar jest najbardziej kapitałochłonny. Ważne jest, aby rozwijać technologie niskoemisyjne, wodorowe, CCS, CCU czy też np. technologie recyklingu chemicznego – wyjaśnia ekspertka PIPC. – W przypadku mechanizmów finansowania apelujemy o neutralność technologiczną. Ważny jest cel, który musimy osiągnąć, a niekoniecznie, żeby osiągać go tylko za pomocą jednej technologii. Apelujemy też, żeby dostęp do finansowania był prosty, nieobarczony biurokracją i jak najszybszy, ponieważ inwestycje muszą się dziać tu i teraz.
O wyzwaniach stojących przed polskim i europejskim przemysłem chemicznym rozmawiano podczas XIII Kongresu Polskiej Chemii, który odbył się 11–12 czerwca br. w Warszawie. W wydarzeniu brali udział przedstawiciele liderów biznesu, administracji publicznej i regulatorów, a także eksperci całego chemicznego łańcucha wartości. Organizatorem wydarzenia była Polska Izba Przemysłu Chemicznego.
Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/europejski-sektor,p714738936









