Reforma PIP wraca po poprawkach. Przedsiębiorcy mówią o iluzorycznych zabezpieczeniach i obawiają się chaosu

0
1

W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem reformy Państwowej Inspekcji Pracy, która ma dać inspektorom narzędzia do skuteczniejszej walki z nadużywaniem umów cywilnoprawnych – w tym „pozornych” zleceń i kontraktów B2B. Zgodnie z przekazem rządu kluczowa w tej reformie jest możliwość narzucenia zmiany takich umów na umowę o pracę, przy jednoczesnym utrzymaniu kontroli sądu pracy nad decyzjami inspekcji.

– W znowelizowanej ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy, niestety wbrew temu, co mówią przedstawiciele rządu, nie widzimy nic, co by się zmieniło na korzyść przedsiębiorców. Ustawa jest skomplikowana, trudna do realizacji i jeżeli komukolwiek przyniesie korzyści, to kancelariom prawnym – wskazuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek Prezydium Rady Dialogu Społecznego, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria. – Źródłowa ustawa miała sześć stron, ktoś zaczął ją poprawiać i urosła do 30 stron. Ustawa jest skomplikowana.

Reforma jest elementem zobowiązań wpisanych do Krajowego Planu Odbudowy. W komunikatach rządowych podkreślano, że realizacja „kamienia milowego” w obszarze wzmocnienia PIP ma znaczenie dla wypłaty środków z KPO, a Polska ma czas na wdrożenie odpowiednich rozwiązań do końca czerwca. Pierwsza wersja projektu, która budziła duże kontrowersje wśród przedsiębiorców, została zastopowana decyzją premiera Donalda Tuska.

W nowej wersji projektu, przyjętej 17 lutego przez rząd, utrzymano przyznanie Państwowej Inspekcji Pracy uprawnienia do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej. Doprecyzowano jednak proces odwoławczy. Pracodawca ma mieć 30 dni na odwołanie się od decyzji inspektora do sądu pracy. Rząd przewiduje także szybszą ścieżkę na jego rozpatrzenie przez sąd w ciągu 30 dni. Jak podkreśla resort pracy, na etapie odwołania od decyzji PIP będzie możliwość udzielenia przez sąd pracy zabezpieczenia, aby w toku postępowania odwoławczego umowa mogła być zmieniona, wypowiedziana lub rozwiązana wyłącznie na zasadach prawa pracy.

– Proponowane bezpieczniki w tej ustawie są iluzoryczne. Dzisiaj w sądach się czeka trzy–cztery lata na rozstrzygnięcie. Przy mnogości spraw, które się pojawią, będzie się czekało pewnie pięć lat. Przedsiębiorca do tego momentu nie będzie wiedział, czy robi dobrze, czy robi źle, i za pięć lat może się okazać, że robił źle. Tyle pieniędzy zostanie za to naliczonych, że przedsiębiorca tego nie przetrwa – argumentuje przewodniczący FPP.

Projekt zakłada, że inspektor będzie mógł nie tylko przekwalifikować umowę, ale także określić jej warunki – w tym rodzaj pracy, miejsce jej wykonywania czy wysokość wynagrodzenia. Organ administracji nie powinien samodzielnie kreować treści nowego stosunku zobowiązaniowego między podmiotami i ingeruje nieproporcjonalnie w sferę dotychczas zastrzeżoną dla sądów powszechnych – wskazuje w komunikacie Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.

Jednym z najbardziej spornych elementów jest kwestia relacji B2B: przedsiębiorcy obawiają się, że przy braku jasnych kryteriów i definicji decyzje o „przekwalifikowaniu” umów mogą rodzić niepewność prawną i finansową, szczególnie tam, gdzie działalność gospodarcza wiąże się z inwestycjami, zakupami sprzętu czy rozliczaniem VAT.

– Jak przekształcić umowę B2B w umowę o pracę? Prowadząc B2B, odprowadzamy VAT, mamy środki trwałe – co mamy z nimi zrobić? To są pytania, na które nie ma odpowiedzi – podkreśla Marek Kowalski.

Jak ocenia, skutki wprowadzenia ustawy w proponowanym kształcie dla gospodarki mogą być wyłącznie negatywne: od ryzyka paraliżu sądów po zachwianie konkurencji, jeśli kontrole i decyzje obejmą firmy nierównomiernie.

Wprowadza ona duży element niepewności. Zachwieje też konkurencyjnością na rynku, dlatego że ci, którzy będą skontrolowani, znajdą się w dużo gorszej sytuacji niż ci, którzy nie będą skontrolowani – wskazuje przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Jeżeli mielibyśmy uznać reformę za sukces, to mielibyśmy 4 mln spraw, bo mamy 1,8 mln zatrudnionych na umowach-zleceniach i 2,2 mln zatrudnionych w formie B2B. Jeżeli chcielibyśmy te wszystkie umowy zmienić na umowę o pracę, to po pierwsze, potrzebujemy na to 87 lat, to dokładnie policzyliśmy, a po drugie, polskie sądownictwo tego nie wytrzyma.

Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawia alternatywę: stopniowe dochodzenie do pełnego oskładkowania umów-zlecenia – z dłuższym okresem dostosowawczym, aby uniknąć „szoku” regulacyjnego i jednocześnie ograniczyć nierówności konkurencyjne na rynku.

– Rynek nie lubi szoku. Już w 2018 roku powiedzieliśmy, że można do tej zmiany dochodzić w ciągu czterech lat i rynek się doskonale dostosuje – przypomina Marek Kowalski.

Resort pracy zaproponował wprowadzenie instytucji interpretacji indywidualnej wydawanej przez Głównego Inspektora Pracy na wniosek pracodawcy, której celem jest wyjaśnienie sposobu stosowania przepisów prawa pracy w zakresie ustalenia, czy określony stosunek prawny spełnia przesłanki umowy o pracę. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/reforma-pip-wraca-po,p686821